cafe catedra 1 %Jerzy Binkowski%

Katedra – kawiarnia czy „kołyska Boga” ?

Tekst opublikowsy w “ARCANA” 151-152, styczeń-kwiecień 2020 r.

W książce Ewy Polak-Pałkiewicz Cafe’ Katedra odnajduję atrakcyjną zachętę do myślenia o tym, co nas niepokoi we współczesnym Kościele. Autorka dokonuje podsumowania epoki, w której człowiek wierzący ma do czynienia z niespotykanym nagromadzeniem sprzeczności, zarówno w nauczaniu niektórych ludzi Kościoła, jak i w praktyce duszpasterskiej. Epoka ta zaczęła się, zdaniem autorki, wraz z rozpoczęciem ostatniego Soboru, a nie jak twierdzi się często, z chwilą abdykacji Benedykta XVI.

Kiedy czytam, że biskupi Kościoła katolickiego wraz z kolejnymi papieżami następującymi po Piusie XII, otworzyli szeroko bramy dla filozofii, która umieszcza w centrum świata prawa człowieka, z prawem i niemal obowiązkiem bycia szczęśliwym tu, na ziemi, ze zdziwieniem stwierdzam, że żyjąc jeszcze w czasach Piusa XII – aż do czasów Franciszka – nie zauważałem narastającego problemu.

Aggiornamento, słowo symbol tak skwapliwie przyswojone przez nowoczesnego katolika, oznacza przecież uwspółcześnienie, aktualizację, dostosowanie do dzisiejszego dnia. To „udzisiejszenie” (od giorno – dzień) było atrakcją mego młodzieńczego życia religijnego. Poranna Msza święta w kaplicy akademickiej.
Mogłem nawet w kapciach zejść z pierwszego piętra na parter. Skupienie modlitewne na stojąco, wokół ołtarza-stołu. Kapłan twarzą do nas. „Przekażcie sobie znak pokoju”. Cisza w sercu. Uniesienie. Jakże inne to było, jakie nowoczesne, gdy pamiętało się Confiteor Deo omnipotenti … z gestem pełnego pokory pochylenia; jako ministrant czołem sięgałem do dywanu.

Po kilku latach dowiedziałem się, że ten kapłan akademicki wyjechał do Niemiec i założył „gniazdko” z koleżanką ze studiów teologicznych. Ot, zbieg okoliczności, przecież różnie to w życiu bywa, nieprawdaż?

Prawdą jednak jest, że już w czasie obrad Soboru Watykańskiego II zrodziła się opozycja wobec aggiornamento. Jej wyrazistym i dramatycznym znakiem stał się arcybiskup Marcel Lefebvre i założone przez niego Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X.

Innym słowem, pod którego urokiem żyłem dotąd, było słowo „ekumenizm”. Moja otwartość na ideę tworzenia wspólnoty wiary wszystkich chrześcijan pozwalała mi z podziwem słuchać i czytać publikacji teologów mojej Alma Mater poszukujących jedności. Ut unum sint – przecież czytamy w Ewangelii św. Jana 13,35: In hoc cognoscent omnes quia discipuli meiestis, si dilectionem habueritis ad invicem – Po tym poznają wszyscy, że jesteście moimi uczniami, jeżeli będziecie się wzajemnie miłowali.

I przez dziesiątki lat byłem ekumenicznie otwarty. Słyszałem, że stawianie przeszkód ekumenizmowi jest zniewagą wobec Boga. Jednak wydarzenia ostatnich lat w Kościele zburzyły mój spokój i dumę, że od lat jestem taki nowoczesny. Zacząłem dostrzegać dramat Kościoła, którego jedną z głównych postaci był mnich augustiański, doktor teologii, inicjator reformacji („protestantyzm”) – Marcin Luter (1483-1546). Zacząłem się orientować, że moim dramatem jest bagatelizowanie fałszu teologicznego, który leży u podstaw protestantyzmu. Perspektywa mego spojrzenia na luteranizm uległa znaczącej modyfikacji m.in. po lekturze książki Pawła Lisickiego Luter. Ciemna strona rewolucji.

Ewa Polak-Pałkiewicz odwołując się do fundamentów myślenia katolickiego, wolnego od wpływów neomodernizmu, przypomniała w swej książce postawy świętych, których życie stanowi wstrząsający dowód wiary – pełnego oddania Bogu. Autorka ożywia „szaleństwo” i dramat Joanny d’Arc (1412-1431), życie Stanisława Kostki (1550-1568), historię pobożności Piotra Klawera (1580-1654), Katarzyny Labouré (1806-1876), Alphonse’a Ratisbonne, Giuseppe Sarto (1835-1914).

Mam do czytelników lubiących czytać kryminały dobrą wiadomość: jest w tej książce wątek wyjątkowo atrakcyjny, wręcz detektywistyczny. Okazać się może, że Juliusz Słowacki pisząc wiersz z motywem polskiego papieża, w olśnieniu poetyckim pisał o Giuseppe Sarto – papieżu Piusie X. Z niedowierzeniem, ale i z ciekawością, czy dalsze badania potwierdzą stawianą hipotezę, czyta-
łem rozdział O człowieku, który nie chciał zostać papieżem. Prawdopodobne w dużym stopniu jest, że Giuseppe Melchiorre Sarto, jasny blondyn o niebieskich oczach i okrągłej twarzy, jest synem Polaka pochodzącego z wsi Bogusze (Śląsk Opolski), o nazwisku Krawiec (Sarto w języku włoskim). Autorka pisze o Piusie X:

Ten łagodny, pełen uroku człowiek okazywał się nieugięty, bezlitosny i twardy, gdy chodziło o demaskowanie kłamstwa w samym Kościele. Był prawdziwym „młotem na herezję” i na heretyków. ( … ) Modernizm to przekonanie, znajdujące łatwy dostęp do umysłów ludzkich ze względu na powszechne pragnienie nowości i upojenie każdą niemal zmianą, że „dusza religijna musi odnajdować sobie samej, jedynie w sobie, motyw i przedmiot swej wiary. Odrzuca wszelkie objawienie, które mogłoby być wiążące dla sumienia, negując w konsekwencji
nauczycielską władzę Kościoła ustanowionego przez Jezusa Chrystusa. Odmawia ponadto ustanowionej z Bożego rozporządzenia hierarchii prawa do rządzenia społecznością chrześcijańską.
A przecież Chrystus nie objawił siebie światu jako filozof, którego nauczanie nie jest pewne! Nie pozostawił swoim uczniom systemu opinii, który mogliby dyskutować i poddawać dalszym modyfikacjom.

I jeszcze:

Modernizm chce za wszelką cenę zaszczepić katolikom pogląd, ze wszystko w religii i wierze katolickiej jest płynne i zmienne, wszystko zależy od uwarunkowań ludzkich, społecznych; nawet dogmaty mogą ewoluować, gdyż to nie Bóg, ale sam człowiek – jego przeżycia, uczucia, doświadczenia – są faktycznym źródłem tego, co nazywamy wiarą. Człowiek, tak naprawdę, zgodnie z teorią modernizmu religijnego, zbawia siebie sam. Zarówno władze Kościoła, jak jego nauczanie, nie są mu do zbawienia potrzebne.

Kolegialność w prowadzeniu Kościoła jest spostrzegana przez autorkę jako poważne zagrożenie dla prerogatyw Bożych, jakie otrzymuje z nadania Ducha Świętego kolejny Papież. Szczególnie interesująco wygląda lista autorów, na których powołuje się w swej książce Ewa Polak-Pałkiewicz: Hilaire Belloc, Gilbert Keith Chesterton (wielki przyjaciel Polski i Polaków), Paul Claudel, Tihamér Tóth, Evelyn Waugh, Romano Amerio, Marcel Lefebvre. Autorka stwierdza, iż posoborowe zmiany liturgiczne – odejście od obowiązujących przez wieki zasad i, w ślad
za nimi, uświęconych tradycją rytuałów, a także głoszenie światu ekumenizmu, sugerują równość religii świata. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat, została podważana, a nawet zdruzgotana, jedyność, niepowtarzalność i hierarchiczność religii Objawionej. Trwanie przy Tradycji Kościoła, jak Maryja przy Jezusie, zarówno w czasie Żłobka jak i Krzyża, jest naszym powołaniem, obowiązkiem i błogosławieństwem. Stat crux dum volvitur orbis! – Krzyż stoi, trwa, podczas gdy świat się zmienia, wiruje. (s.175).

Kard. Robert Sarah mówi, że to nie komuniści, tylko my, katolicy, wygnaliśmy Boga z Europy, między innymi naszymi nieodpowiedzialnymi wyborami, naszymi wyborami bez refleksji, naszymi wyborami podyktowanymi przez środki masowego przekazu, którym nie zależy, by głoszona była prawda, a wręcz jest to im nie na rękę. Cytowany przez autorkę Vittorio Messori pisze, że gdy oceniamy zakręt historii Zachodu w wieku XVIII, musimy zdać sobie sprawę z obecności radykalnej różnicy perspektywy, która dzieli nas od wszystkich poprzednich pokoleń. Przypomina słowa Johana Huizingi: „Dla człowieka z ancien regime’u sednem postrzegania społecznego było pojęcie równości między ludźmi, ale odniesione do wieczności, a nie do nielicznych lat życia na ziemi”. A przecież dotyczy to nie tylko równości, ale także dwóch pozostałych „osób” rewolucyjnej „trójcy”: wolności i braterstwa. Nic nie zrozumiemy z historii, jeśli nie weźmiemy w rachubę tej podstawowej różnicy: my patrzymy na Ziemię, nasi przodkowie patrzyli w Niebo; my uczepiamy się życia, oni rozmyślali o śmierci; my zajmujemy się robieniem kariery, oni – uchronieniem się od piekła; my porównujemy się z szefami, oni z Ojcem.

Autorka pisze dalej:

Ta perspektywa nie przeszkadzała zapewne temu, że się ją grzesznie zdradzało, zostawiając ujście dla odwiecznych ludzkich namiętności. Chodziło jednak zawsze o „zdrady” (które
były zawsze potępiane przez opinię publiczną, a płacili za nie sami zainteresowani ukrytym lub widocznym poczuciem winy) w stosunku do kierunku myślenia i życia przyjmowanego przez
ogół ze spokojem. Sprawy przybrały zupełnie inny obrót, kiedy zamiast dotychczasowego poczytywania za grzech „zdrady” Nieba na rzecz Ziemi, od pewnego momentu naganne stało się
(przynajmniej ze społecznego punktu widzenia) coś przeciwnego – myślenie o wieczności, a nie o historii, lub choćby o kronice. To jest w istocie pojęcie „alienacji”, z którym, choć z różnych punktów widzenia, walczy zarówno „proletariacki” marksizm, jak i „burżuazyjna” psychoanaliza. „Nienormalny” był niegdyś ten, kto patrzył w dół; w wiekach nowożytnych „nienormalny”
jest ten, kto patrzy w górę.

Warto zauważyć trafność i moc argumentów ukrytych w prezentacji zdarzeń historycznych czy biografii świętych Kościoła, które wybrała autorka, aby pokazać proces odchodzenia w Kościele od jednoznacznych zobowiązań moralnych, jakie nam Bóg objawił. Jesteśmy przecież misjonarzami Objawienia Bożego. Tymczasem Ewa Polak-Pałkiewicz przypomina słowa prymasa Polski, ks. biskupa Wojciecha Polaka, które padły podczas konferencji zorganizowanej we wrześniu 2019 roku, jako komentarz do słów Jarosława Kaczyńskiego (wypowiedzianych w innym miejscu): „Chrześcijaństwo jest częścią naszej tożsamości narodowej, Kościół był i jest głosicielem i dzierżycielem jedynego, powszechnie znanego w Polsce systemu wartości. ( … ) poza nim (Kościołem), poza może jakimiś bardzo niewielkimi, partykularnie funkcjonującymi systemami, mamy tylko nihilizm”. Jarosław Kaczyński stwierdził, że dlatego Kościół jest ważny dla Polaków i polskich patriotów – niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, jest agnostykiem, lub jest zupełnie niewierzący. Tymczasem arcykapłan Kościoła, arcybiskup Wojciech Polak zaoponował: „To wypowiedź, która nie ma nic wspólnego z nauczaniem Kościoła. To może być pogląd, wizja kogoś, kto ją wypowiada. Nie jest to absolutnie stanowisko Kościoła katolickiego” [za: www.tvn24.pl]. Czyżby? – pyta autorka – a ja, słysząc wcześniej tę wypowiedź, pamiętam, że mimowolnie westchnąłem: „Nic nie rozumiem“. We wspomnianym epizodzie odbija się jak w pryzmacie, próba zmiany strumienia światła Objawienia.

Czy Katedra, z której mogłyby płynąć słowa wiary w Boga Trójjedynego, stanie się kawiarnią? Kawa i słodycze – do wyboru … Byleby było przyjemnie, relaksowo i bez zobowiązań. Płacę więc żądam! Obsługa powinna być miła i z uśmiechem sprzyjać oczekiwaniom „klientów”. Cena również powinna być niewygórowana. Nadmiar słodyczy szkodzi zdrowiu? Kawa i słodycze energizują
mnie, odpowiada „smakosz”. Ewa Polak-Pałkiewicz chce poruszyć Ziemię. Chce poruszyć Polaków. Apeluje do rozumu. Szuka i nazywa błędy w myśleniu. Może to stanowić szansę dla tych, którzy przyjmą diagnozę błędu. Podkreśla wagę życia ziemskiego w perspektywie Życia Wiecznego.

Szukanie piękna jest jednym ze sposobów na to, by się zatrzymać i powrócić do rzeczywistości – czyli do Tradycji. Sądzę, że przyczyną umieszczenia, jako wieńczącego książkę, eseju Jana Stalony-Dobrzańskiego, jest głębia myślenia i piękno języka polskiego tego artysty. Tak pisze on o najistotniejszym sensie średniowiecznych katedr:

Pod ręką średniowiecznych mistrzów bryły kamienia, brusy drewna, kompozycje szkieł, mozaiki i farb, nie przemieniały się w dzieła sztuki, lecz przebóstwiały i podnosiły do eschatologicznego, boskiego wymiaru materię. Przywoływały tamto, pierwsze, betlejemskie wcielenie, były żywą i życiodajną ikoną Boga Żywego. Bowiem, jak uznaje to po dziś dzień wschodnia
teologia, ikona zawsze zstępuje z Nieba, nie zaś rodzi się na ziemi. Świątynia również nie była domem nieobecnych idoli. Była kołyską Syna Bożego, tą samą betlejemską kołyską, która niezmiennie kołysała i Narodzonego i cały Kościół w życiodajny ton kolędy. ( … )

***

W Katedrze panował półmrok. I cisza. Szedłem boczną nawą do Kaplicy Najświętszego Sakramentu. Pod krzyżem złota monstrancja. Na kolanach kilkanaście osób. I ja klęknąłem. Dotarło do mnie, że jestem w szczególnie pięknej poczekalni.
Jest jednak podstawowa różnica między poczekalnią do lekarza, czy do urzędnika gminy, miasta, państwa. Tutaj, w świątyni nie ja czekam na Niego. Tutaj On czeka na mnie. Zawsze. Dopóki są katedry. Świątynie szanujące w swoim materialnym wymiarze hierarchię, harmonię i proporcje. Uszanowanie tradycji, która „gęstnieje” i krystalizuje się, gromadząc się w katedrze przez setki lat, pod postacią ołtarzy, rzeźb, witraży, obrazów, sklepień, łuków, wspaniałej harmonii kształtów i barw – tego wszystkiego, czego coraz bardziej brakuje we współczesnej architekturze sakralnej – staje się niezwykłą szansą spotkania Boga. Potrzebna jest nasza wolna wola spotkania. Audiencja u Boga nie wymaga żadnego zachodu, żadnych kart akredytacji, żadnych gestów sprawdzających, czy nie wniesiemy na Pałacu Bożego swoich słabości, grzechów, zaniechań, własnej nijakości, a nawet podłości. LORD – angielskie brzmienie imienia Gospodarza, który czeka – JEST. Kolejny raz pomyślałem, że Boga nie wciśnie w nasze życie żadna presja, żadna oferta kaznodziei, najbardziej bogobojni rodzice czy dziadkowie. Każdy z nas jest wolnym człowiekiem. Katedra, świątynia jest poczekalnią. W tej poczekalni może zabłysnąć iskra – zarzewie zintegrowanego życia doczesnego z perspektywą Życia Wiecznego.

Średniowieczna katedra ożywa właśnie pod taką – całkowicie odmienną od współczesnej świadomości – koniunkcję. Przełamując skazę dualizmu, harmonijnie łączy pod swymi kolebkami Niebiosa i Ziemię, Ducha i Materię, Człowieka i jego niebieskiego Ojca. (Jan Stalony-Dobrzański).

Na co czekamy? Czyżbyśmy czekali na cud? Czy dotąd nie zauważyliśmy cudu Narodzenia wśród nas – Boga, który złożył ofiarę miłości za naszą człowieczą wieczność? Nie może nigdy zaistnieć większa i bardziej dramatyczna interwencja Boga.

Bo istotą mszy nie jest ani „uczta”, ani „radosne spotkanie”, „pamiątka Zmartwychwstania” ani „celebracja wspólnoty”, jak chcieliby modernistyczni teologowie, lecz właśnie bezkrwawa ofiara Jezusa Chrystusa, jaką składa On Bogu Ojcu. Wielu ludzi zdaje się o tym zapominać. W ten sposób wymazywane są ze świadomości dogmatyczne treści wiary, kruszy się fundament. Wiara zamieniana jest stopniowo w „uczucie”, „przeżycie liturgiezne”, „kulturę”, „cywilizację” (s. 109-110).

W książce Ewy Polak-Pałkiewicz nie znajdziemy nic o „przytulaniu”, „pochylaniu się”, „miłosierdziu” Boga, który obojętnie patrzy na grzech człowieka, na nieprawdę, fałszywą wiarę, milczenie o rzeczach ostatecznych w imię błędnie pojmowanego ekumenizmu; nic co przypominałoby dzisiejsze apele do „mocarstw światowych”, by zapewniły pokój na Bliskim Wschodzie, czy wezwania do „społeczności międzynarodowych” o „czystość ziemi”, nic też, co zalecałoby „dialog” jako panaceum na agresję czy terroryzm. Kościół głosił zawsze – aż do ostatniego Soboru – że brak pokoju to brak Boga, ignorowanie prawdy o nim, nieznajomość prawd wiary, udawanie, że można być szczęśliwym w całkowitej niezależności od Stwórcy.

Chciałbym, żeby ta książka mogła rozpocząć rzeczową dyskusję w Polsce wokół widocznego gołym okiem kryzysu Kościoła – i zarazem kryzysu katolicyzmu, pojmowanego jako strefa wiary, tradycji, ale także obyczaju, kultury. A także, abyśmy mogli powrócić do zwyczajnego, wolnego od dwuznaczności i niedomówień języka, jakim zawsze posługiwali się katolicy. Jeżeli uznamy, że w innych religiach istnieją „ziarna prawdy” – ale jakiej prawdy? Naszej prawdy religijnej!

Mówmy językiem „normalnym”, logicznym, pełnym prostoty. Nie zastrzegajmy się na każdym kroku mówiąc „tak, ale” … Nie zapewniajmy, że zadaniem katolika jest „szukanie prawdy”. Otóż nie. Prawda została „znaleziona”. Została objawiona! Jest ona nam podana do wierzenia w Kościele katolickim. Mamy ją przyjąć.

Bywa, że odkładanie decyzji jest czynem strategicznie ważnym, a niekiedy mądrym. Bywa też, że odkładanie decyzji, aby być wierzącym w Boga katolikiem, jest zarzewiem dramatu osobistego i tym samym dramatu narodowego.

Ewa Polak-Pałkiewicz, Cafe’ Katedra, Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, 2019, ss.394.

 

***

cafe catedra 1 %Jerzy Binkowski%Ewa Polak-Pałkiewicz nieustannie walczy o katolicką wiarę Polaków, o rozum i porządek w myśleniu, opartym na Objawieniu Bożym. Bezkompromisowo broni wiary w Chrystusa. Broni Kościoła „gębą i ręką”. (Zainteresowanych, skąd wziąłem  sformułowanie „gębą i ręką”, odsyłam do str.352.).

Autorka w swojej najnowszej książce Cafe’Katedra (Oficyna Wydawnicza Volumen, 2019, ss.394), tropi narastające od lat pięćdziesiątych XX wieku trendy społeczne i tendencje filozoficzne, które oddalają współczesność od Tradycji Kościoła Katolickiego.

Biskupi wraz kolejnymi papieżami na czele następującymi po papieżu Piusie XII, otworzyli szeroko bramy dla filozofii, która umieszcza w centrum świata człowieka i prawa człowieka. Bogu odebrano prawo do człowieka. Wszystko to dla ziemskiego „dobra” człowieka.

Prezentuje postawy świętych, których życie stanowi wstrząsający dowód wiary – pełnego oddania Bogu. Ewa Polak-Pałkiewicz ożywia na stronach swej książki dramat Joanny d’Arc (1412-1431), życie Stanisława Kostki (1550-1568), Piotra Klawera (1580-1654), Katarzyny Laboure (1806-1876), Alphonse’a Ratisbonne, Giuseppe Sarto (1835-1914), Rozalii Celakówny (1901-1944).

Szczególnie interesująco wygląda lista osób słynących z mądrych a rozważnych konserwatywnych poglądów, na które powołuje się autorka Cafe Katedra: Hilaire Bellock, Gilbert Keith Chesterton, Paul Claudel, Tihamer Toth, Evelyn Waugh, Romano Amerio, Marcel Lefebvre.

Poprosiłem Panią Ewę Polak-Pałkiewicz o przekazanie najważniejszej według Niej, myśli, idei, intencji, z jaką tworzyła książkę Cafe Katedra.

Jako katolicy, wierzący w niezmienną prawdę wiary o Wcieleniu Syna Bożego i Jego Narodzeniu z Dziewicy Maryi, a ponadto mający za Królowę tę, która jest Pogromczynią wszystkich herezji, całego kłamstwa o Jezusie Chrystusie -łącznie z najnowszą i najbardziej niebezpieczną, modernizmem – nie musimy się niczego obawiać. Kościół założony przez Jej Syna, Kościół walczący, jest zawsze zwycięski. Jak mówił kard August Hlond: “Im mocniejsze wały miotają łódź Piotrową, tym Ona – Maryja – jaśniej błyszczy na horyzoncie wiary jako Gwiazda Morza. (…) Zobaczymy wydarzenia większe od tych, które miały miejsce pod Lepanto i pod Wiedniem”. Takie jest motto mojej książki “Cafe Katedra”.

Trwanie przy świętej Tradycji Kościoła, jak Maryja przy Jezusie, zarówno w czasie Żłobka jak i Krzyża, jest naszym powołaniem, obowiązkiem i błogosławieństwem.

                                                                                                  Jerzy Binkowski

 

Poniżej:

Rozmowa Pani Ewy Polak-Pałkiewicz i Grzegorza Górnego, na temat książki Cafe Katedra

 

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 + 15 =